Tak, jak sobie postanowiłam wolne dni wykorzystałam na pracę przy makowym dworku. I jakby turboigła mi się uruchomiła, bo w ciągu trzech dni przybyło przeszło 5000 krzyżyków. Przekroczyłam już połowę i dworek zaczął się budować. Tak jak podejrzewałam, po wyhaftowaniu maków, praca idzie jakby szybciej, bo mniej jest pojedynczych krzyżyków a więcej plam jednego koloru.
Teraz makowy będzie chwilowo odpoczywał, bo inne prace czekają, w tym salowy kwiatek i babeczka. No i kolejne hafty dla Mariki, ale wiem jedno - jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy to do połowy grudnia powinnam mieć już gotowy obraz.