Cytat


Pasja - podmuch szczęścia pozwalający się uwolnić ze stalowego uścisku szarej, ponurej codzienności.

O mnie

Moje zdjęcie
Hafciarka zołza - na dodatek wredna, bezkompromisowo tępiąca hafciarskie badziewie i wiedząca czego chce.. zakręcona na punkcie krzyżyków od dawien dawna, cierpiąca na hafciarskie ADHD - ciągle ją nosi i nie potrafi usiedzieć przy jednym projekcie dłużej niż tydzień, stawiająca krzyżyki w tempie, którego mistrz Formuły 1 by się nie powstydził - szczególnie w czasie urlopu, podobno to wszystko dzięki turboigle... kiedy ktoś jej nadepnie na odcisk bierze miotłę, na której na co dzień lata, i goni delikwenta, gdzie pieprz rośnie...

1057. "Magia róż" - sal u Igiełki odsłona 1

Przyznaję się bez bicia - maczałam paluchy w tym salu... No a skoro maczałam nie mogłam nie wziąć w nim udziału, tym bardziej, że kupiłam cały komplet wzorów. 
Na pierwszy ogień wybrałam wzór z wiaderkiem, ale bez książek. Moim zdaniem najładniejszy w całej kolekcji. 


Nie mogłam jednak od razu zacząć, ponieważ okazało się, że kilku kolorów mam bardzo mało. Kupiłam więc cały zestaw muliny (tradycyjnie chińskiego odpowiednika DMC, bo na nią jest opracowany wzór), przygotowałam kanwę - jak zwykle, gdy wyszywam tymi mulinami 18 ct - i zabrałam się do roboty.
Na chwilę obecną mam tyle: 




Teraz mała przerwa, ponieważ wzywają mnie dwie pilne prace, aczkolwiek trudno mi się od tego wzoru oderwać. 
Jeśli ktoś miałby ochotę przyłączyć się do zabawy to szczegóły znajdzie tutaj.
Czytaj dalej...

1056. Kartki na roczek

Jakiś czas temu miałam okazję wykonać kartki na roczek. 
Nie ukrywam długo się naszukałam wzoru, ponieważ wymyśliłam sobie misia, ale nie chciałam żeby było on  jakiś sztuczny. 
Zależało mi na takim prawdziwym pluszaku. 
Udało mi się w końcu znaleźć. 
I oto efekt:






 
Czytaj dalej...

1055. Moja wyszywana historia


Gdzieś w lutym Igiełka zaproponowała na swoim blogu akcję „Moja wyszywana historia”… 
Już wtedy spodobał mi się pomysł, ale jakoś nie było okazji spisania… Ostatnio jednak siedziałam w pracy i jakoś nie miałam weny za zabranie się za cokolwiek – nie myślcie, że nie mam co robić w pracy, ale czasami dyżury w bursie takie są, ze człowiek siedzi i podczytuje blogi, albo inne strony w Internecie. Szczególnie w nocy, kiedy dzieciaki śpią…

Tak więc oto moja wyszywana historia….




Kiedy byłam chyba w siódmej klasie szkoły podstawowej zobaczyłam u znajomej mojej mamy obrus haftowany richelieu… Bardzo mi się spodobał i koniecznie chciałam się nauczyć wyszywania… Pani Dorota pokazała mi co i jak a mama znalazła w domu jakieś stare muliny (sama w młodości wyszywała, ale zupełnie coś innego – takie serwetki na firanie – chyba kiedyś były modne). Poznałam wtedy technikę prowadzenia nitki, napinania materiału na palcu (to mi zostało do dziś – tamborek i ja to dwie różne historie, aczkolwiek czasami po niego sięgam – niedługo zresztą Wam coś pokażę). Z całą determinacją zabrałam się za robotę i efektem tej mojej przygody z wyszywaniem jest całe pudło różnych różnistych serwetek wyszywanych richelieu. Dziś nie nadają się do położenia na wierzchu, ale z sentymentu nie wyrzucam…


Poszukując wzorów do tych serwetek odkryłam czasopismo „Igłą i nitką”, z którego czerpałam inspiracje. W którymś z numerów zobaczyłam obraz papieża Jana Pawła II – wyszywany nieznaną mi wówczas techniką haftu krzyżykowego… Spodobało mi się, ale kompletnie nie wiedziałam, jak to ugryźć… Internetu nie było i wujek google nie mógł mi pomóc…. W gazecie było określenie materiału – kanwa. Zaczęłam poszukiwania, ale w małych miejscowościach o to trudno do tej pory a co dopiero w połowie lat 90. W końcu jednak w jakimś sklepie z materiałami upolowałam! Hurra… Tylko co dalej? We wzorze, który mi się spodobał były pokazane tylko kolory muliny – zresztą sama Ariadna, a przynajmniej ta, którą miałam w swoich zasobach, nie miała oznaczeń…  Postanowiłam dobrać na oko z tego, co miałam… I wyhaftowałam… Jaka byłam z siebie dumna. Wszystkim się chwaliłam… A dziś ten obraz jest głęboko schowany, bo zwyczajnie to hafciarski koszmarek… Kanwa chyba 11 ct. Straszne krzyżyki, każdy prowadzony w swoją stronę no i te źle dobrane kolory… 


Potem poszłam na studia. A co za tym idzie zamieszkałam w Poznaniu. Dało mi to większe możliwości w poszukiwaniu materiałów do wyszywania… Do dziś na Alejach Marcinkowskiego jest pasmanteria, gdzie kupowałam muliny i kanwę…  Od koleżanki z akademika, której mama też wyszywała dowiedziałam się, że krzyżyki trzeba prowadzić w jedną stronę. Jakbym Amerykę odkryła!

Chyba pod koniec studiów a może i już po nich w kiosku zobaczyłam „Kram z robótkami”. Były w nim takie fajne kwiatowe miniatury. Naciągnęłam mamę na zakup. I to było to! Mulina podpisana więc już z dobieraniem kolorów nie było problemu… Moja ówczesna praca – byłam na tzw. stażu pozwalała mi na popołudniowe wyszywanie… Powstała wtedy cała kwiatowa seria.. 







Potem kupiłam wydanie specjalne z wzorami wg obrazów znanych mistrzów… Postanowiłam jeden wyhaftować – całkiem spory kolos… Siedziałam nad nim popołudniami i… musiałam przerwać pracę, bo nieoczekiwanie spełniło się moje największe pragnienie – praca w szkole. Ona już nie pozwalała na wyszywanie – popołudnia spędzałam na przygotowywaniu się do zajęć…  Przyszły jednak wakacje i obraz udało się skończyć. Dziś, gdy na niego patrzę widzę przede wszystkim odznaczające się kwadraty - wyszywałam nieszczęsnymi dziesiątkami...

 
W międzyczasie systematycznie zaczęłam kupować Kram z robótkami i Haft gobelinowy… Nazbierało się kilka numerów i stopniowo zaczęłam wyszywać wzory, które mi się podobały…. Tak sobie wyszywałam i chowałam do szuflady… Po kilku latach pokazałam kilka prac na fb. Był rok bodajże 2011.. W międzyczasie zmieniłam pracę… Stała się mniej absorbująca i więcej czasu mogłam poświęcić na wyszywanie… Nocki w bursie są baaardzooo długie. 
 Powstał wtedy między innymi obraz Matki Bożej Częstochowskiej - kolos, bo wyszywany na kanwie 14 ct.



W 2013 roku moje prace na fb zauważyła Pani Ela z biblioteki w mojej rodzinnej miejscowości i zaproponowała wystawę… Po wahaniach zgodziłam się. Wystawa powstała a o mnie napisała nawet regionalna gazeta… przestałam być anonimowa z moim hobby.. 




Zapisałam się też do kilku grup na fb, gdzie poznałam fantastyczne dziewczyny mające takie samo jak ja hobby… 
Po jakimś czasie podczas jednego nudnego październikowego weekendowego dyżuru, gdzie pilnowałam właściwie pustej bursy powstało Krzyżykowe szaleństwo – mój blog… Było to w sumie trzecie podejście do blogowania.. podejście, w którym wytrwałam, bo blog istnieje już prawie 5 lat… Zaczęłam systematycznie czytać inne blogi i.. doskonalić technikę haftowania. Ile ja się wtedy dowiedziałam – o rozmiarach kanw (wcześniej ni mogłam pojąć dlaczego u niektórych obrazek wchodzi na kartkę a u mnie ni diabła nie chce), o sposobach przechowywania muliny – jaka była moja radość, kiedy kupiłam pierwsze pudełka na bobinki i jak  świstak zaczęłam nawijać moją kolekcję. O sposobach na dobre prowadzenie nitek – o tym że nie powinno się robić supełków na końcu nitki, o doborze ilości nitek do gęstości kanwy etc., etc… 




Odważyłam się też na zrobienie pierwszych kartek – strasznie topornych… wyhaftowałam pierwsze metryczki. Zrobiłam kilka prac na zamówienie moich znajomych… 





Powoli mój blog zaczęło odwiedzać coraz więcej osób i teraz mam ponad 350 000 wyświetleń. Tak sobie właśnie pomyślałam, co będzie szybciej – moja 5 rocznica blogowania czy 400 000 wyświetleń…

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was moja haftowaną historią… Jeśli macie ochotę przyłączyć się do akcji i spisać swoją historię w imieniu pomysłodawczyni zapraszam…
Czytaj dalej...

1054. Celinkowe serduszka

Żyję w ciągłym niedoczasie. Staram się jak mogę, ale ciągle mi gdzieś coś ucieka. 
Znowu znalazłam na dysku prace, których nie pokazałam... 
Są to serduszka, które powstały z myślą o celinkach. Wyszywane z resztek muliny, więc zgłaszam je też na Igiełkowe wyzwanie "Wymiatamy resztki". 
Muszę w końcu uszykować paczuszkę i wysłać do organizatorki akcji, bo sporo się tego nazbierało... A może poczekam do końca wakacji i wtedy wyślę wszystko hurtem, bo mam jeszcze pewne plany....









 
Czytaj dalej...

1053. Licznikowa nagroda dla Sywlii

Wieki temu licznik z liczbą 350000 wyświetleń upolowała Sylwia. 
Nagroda już do niej doleciała a ja jakoś nie miałam okazji jej pokazać. 
Teraz to czynię.Wykonałam dla Sylwii magnesik - muffinkę oraz kartkę w jedynym słusznym kolorze. 
Do paczuszki dołożyłam skrapki, bazy do kartek i inne przydasie. 
Wiem, że adresatka zadowolona, co jest dla mnie największą nagrodą. 





Czytaj dalej...

1052. Niedziela z hafciarskim alfabetem - Ł

Skoro niedziela to pora na hafciarski alfabet. Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka Ł.


Oto moje skojarzenia

Łapanie licznika - zabawa blogowa, którą uwielbiam. Organizowałam ją na moim blogu wielokrotnie a i sama bawię się w łapanie licznika na innych blogach i muszę przyznać jestem w tym dobra. Ostatnio znowu upolowałam licznik na blogu Sylwii. 




Ładne krzyżyki - jak każda szanująca się hafciarka staram się, żeby moje krzyżyki były jak najbliższe ideału. Nie zawsze mi się to udaje i czasami pruję i poprawiam. Zawsze jednak prowadzę je w jedną stronę - w sumie tylko pierwszy obrazek, który zrobiłam w życiu, a który był robiony "na czujkę" robiłam jak popadnie. Potem dowiedziałam się, jak trzeba kłaść nitki żeby ładnie wyglądały...

Dziś linkujemy u Hani 
Czytaj dalej...

1051. Drzewko z magnoliami odsłona 6

Podłubałam ostatnio w drzewku z magnoliami i mam już całą koronę. 
Teraz pora na te śliczną kokardkę i pień.
Oto jak się prezentuje



 
Czytaj dalej...

1050. Podaj dalej od Kasi

W tym tygodniku dotarła do mnie przesyłka od Kasi G w ramach zabawy podaj dalej. 
W niech cudowne brokatowe papiery, torba, kanwa, perełki mulinki oraz śliczna kartka. 




Bardzo dziękuję i zgodnie z zasadami ogłaszam zapisy u mnie - dwie osoby, które jako pierwsze zapiszą się pod tym postem w ciągu roku otrzymają upominki ode mnie. Podobno robię fajne prezenty więc chyba warto się zapisać :)
Czytaj dalej...

1049. Wiosenna wymianka dotarła

Dziś odebrałam wymiankowy upominek w wiosennej wymiance. 
Przygotowała go  dla mnie Mafalda & Mouse. 
W paczuszce znalazły się podkładki na szydełku, kartka, urocza sówka, przydasie oraz słodkości. 
Dziękuję bardzo za prezent. 





Czytaj dalej...
krzyżykowe szaleństwo © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka